Relacja z XV Rajdu Kurierów Tatrzańskich

Data 1 lipca 2017 roku była od dawna zapisana w kalendarzu imprez rowerowych z
priorytetem WAŻNA!!!
W tym dniu Stowarzyszenie „Rowerowe Podhale” organizuje Rajd Kurierów
Tatrzańskich na trasie 200 km wokół Tatr.
Trasa jest bardzo wymagająca, z morderczymi podjazdami i karkołomnymi zjazdami.
Suma przewyższeń przekracza 2500 m.
Startuję razem z bratem Wojtkiem – tym razem obaj na nie swoich rowerach. Wojtek
na pożyczonej szosie Scotta, a ja na treekingu mojego syna Autorze Stratos,
ponieważ mój rower ma pęknięta ramę. Do Kir przyjeżdżamy w piątek wieczorem,
przygotowujemy rowery, pakujemy ekwipunek oraz sprawdzamy prognozę pogody,
która jest bardzo niekorzystna – całą sobotę ma padać deszcz.
Pobudka wcześnie rano, wysokokaloryczne śniadanie, opracowanie taktyki, która
brzmi „zmieścić się w limicie 11 godzin”, spojrzenie z okno i niestety prognoza się
sprawdza – leje. Chwila zastanowienia, chwila zwątpienia, ale przecież nie tylko nam
będzie padało. JEDZIEMY!!!!!
Bojowo nastawieni na linię startu docieramy już kompletnie przemoczeni i jednego
jesteśmy pewni, że gorzej już dzisiaj nie będzie.
8.00 w eskorcie policji startujemy z Kir w kierunku Chochołowa, czyli jedziemy wersję
dookoła Tatr przeciwnie do ruchu wskazówek zegara.
Początkowe kilometry w strugach deszczu, zalanych ulicach, idą nawet gładko.
Deszcz już nie przeszkadza, udaje nam się jechać nawet w czołówce, choć nie
chcemy się ścigać.
Pierwsze podjazdy pod Suchą Horę Orawską i do Witanowej wchodzą gładko. Na
zjazdach hamulce słabo trzymają, a licznik wskazuje okolice 60 km/h. Za Orawicami
pierwszy z poważnych podjazdów – wjeżdżamy swoim już tempem o dziwo
wyprzedzając innych rowerzystów. Zjeżdżamy do Zuberca i robimy pierwszy krótki
postój na posiłek, bo czeka nas najtrudniejszy dzisiaj podjazd na przełęcz Huty.
Podjazd idzie nawet dobrze, choć wydaje się że nie ma końca. Na szczycie mgła i
bardzo zimno. Zaczynamy zjazd. Woda płynie drogą razem z błotem z pobliskich
stoków. Nie pedałujemy i bardzo się wychładzamy. Spokojnie dojeżdżamy za
Liptowski Mikulasz, gdzie zaplanowany przez organizatorów jest bufet.
Odpoczywamy 20 minut uzupełniamy węglowodany, magnez oraz bidony i ruszamy.
Kawałek po płaskim, ale informuję Wojtka, że czeka nas 45 km podjazd i prawie 700
m w pionie. Podjazd nie jest stromy, ale bardzo długi i wyczerpujący. Początek idzie
łatwo i przyjemnie tym bardziej, że przestaje padać. W połowie podjazdu nawet
wychodzi słońce. Zaczynamy się rozbierać. Wojtka kilkakrotnie „łąpią” skurcze co nie
napawa optymizmem. Trasa spokojna, ruch samochodowy praktycznie zerowy, a

mnie potrąca samochód. Zahaczył lusterkiem o moją kierownicę. Dzięki silnemu
trzymaniu utrzymuję się na rowerze, a z samochodu odpada lusterko. Kierowca
nawet się nie zatrzymał. To dodało mi tyle adrenaliny, że zostawiam Wojtka mówiąc
że na górze poczekam i gnam pod górę. Wojtek dzięki poradzie współtowarzysza
przezwycięża skurcze i chwilę po mnie dojeżdża do Szczyrbskiego Plesa.
W Tatrzańskiej Łomnicy odpoczywamy i gnamy w dół a na liczniku często pojawia się
ponad 60 km/h. Nie ma czasu na podziwianie widoków, choć w tej części Tatry
pięknie się odsłoniły. Pogoda teraz dopisuje, jest ciepło, ale nie gorąco więc jedzie
się dobrze i gdyby nie gwizdy organizatorów na drugim punkcie żywieniowym w
Tatrzańskiej Kotlinie to byśmy go nie zauważyli i przejechali. Zatrzymujemy się,
standardowo, uzupełniamy napoje, owoce i dalej. Za miejscowością Zdziar jest długi
meczący podjazd, ale widoki Tatr Bielskich rekompensują wszystko. Jedziemy
powoli, więc jest czas na fotki i widoki.
Zjeżdżamy do Łysej polany i tutaj znowu zaczyna padać deszcz, który z małymi
przerwami będzie nam towarzyszył już do samej mety. Przed nami jeszcze dwa
wymagające podjazdy i zjazd do Zakopanego. Mimo zmęczenia podjazdy wchodzą
dobrze i już teraz wiemy, że zdążymy w limicie czasu. Najgorszy z rajdu jest przejazd
przez zakorkowane Zakopane.
Na metę dojeżdżamy o godzinie 17:55 mając jeszcze 1:05 zapasu, na 40 miejscu w
kategorii open. Jesteśmy szczęśliwi, gratulujemy sobie nawzajem i idziemy do
Karczmy Polany, gdzie czaka nas uczta przygotowana przed organizatorów.
Czas na podsumowania, gratulacje, wymiany zdań i wręczenie nagród w postaci
dyplomów, pamiątkowych medali, gadżetów i okazjonalnej koszulki.
Po wielkiej wyżerce wracamy na nocleg.
W tym Miejscu wielkie podziękowania dla Wojtka za towarzystwo, organizatorów
„Stowarzyszenia Rowerowe Podhale”, za znakomicie zorganizowaną imprezę. Na
pewno za rok tu wrócimy.
Zachęcam do odwiedzenia strony, gdzie jest galeria zdjęć i wyniki.
http://www.rowerowepodhale.eu/index.php/wydarzenia/rajd-dookola- tatr

Do zobaczenia za rok !!!!!!

Krzysztof Pakuła

Share