IMG_20160506_174503

„Przez ONR na Hel” – Relacja

Rankiem 29 kwietnia 2016 roku z „Leśniczówki” w Jakuszycach wyruszyła czteroosobowa wyprawa rowerowa pod kryptonimem  „Przez ONR na Hel”. W iście narciarskiej scenerii po doposażeniu rowerów w niezbędne sakwy na spotkanie z przygodą wyruszyli: Krzysztof Pakuła (39 l.) reprezentujący Radzionków, Waldemar Pokoleńczuk (52 l.) ze Świerklańca, Wojciech Samorodny (44 l.) także ze Świerklańca oraz reprezentant Kalet  Rajnold Franke (52 l.). Głównym inicjatorem i architektem  wyprawy był Członek Zarządu Stowarzyszenia Sportowo – Turystycznego „ LEŚNE RAJZY” Krzysztof Pakuła. Plan wyprawy zakładał pięciodniowy przejazd szlakiem „Oder Niesse Radweg” z Nova Ves  w Czechach przez Zittau, Gorlitz, Guben, Frankfurt Oder, Schwedt do Ueckermunde i dalej przez Usedom do Świnoujścia a w następne 3 dni polskim wybrzeżem na Hel  i przez Gdynię do Gdańska. Dla trzech rajzerów celem był Hel a dla jednego przejechanie szlaku ONR („Oder Niesse Radweg”). Rajza była wyzwaniem dla rowerzystów oraz rowerów objuczonych  ponad 15 kilogramowymi sakwami. Wszyscy wyruszyli na rowerach crossowych lub  trekkingowych z 28-calowymi kołami  aby sprawnie pokonać szlak składający się w 90% z asfaltowych dróg i ścieżek. Swoistemu testowi  poddane były maszyny czterech różnych producentów: Author, Merida, Giant i Kellys. Pierwszym wyzwaniem dla ekipy było bezpieczne zjechanie z wyższych partii  Gór Izerskich po nieodśnieżonych czeskich drogach. Przekornie, po przejechaniu harahowskich klimatów urokliwe miasteczka skąpane były już tylko porannym słońcem a po śniegu pozostało tylko wspomnienie. Po 27 km. krętych i górzystych dróg „Libereckiego Kraju” rajzerzy dotarli  do początku szlaku ONR – źródła Nysy Łużyckiej oznaczonego pamiątkowym głazem. Po  78 km zmagań z wymagającymi podjazdami wyprawa dotarła do granicy niemieckiej. Do Saksonii rowerzyści wjechali malowniczą ścieżką leśną którą przebiegał także szlak Camino Zittauer Jacobsweg. Od momentu wjazdu do Saksonii szlak był mniej wymagający teren był prawie płaski. Po sesji fotograficznej na trój- styku granicznym eskapada ruszyła w kierunku Sieniawki, by zajrzeć odrobinkę do wnętrza ziemi. Ciekawym doświadczeniem była możliwość obejrzenia dziury w ziemi o powierzchni 24 km kw. i o głębokości 210 metrów. Nad brzegami wyrobiska rajzerzy dostrzegali refleksy świetlne z wieży telewizyjnej w Libecu, w sąsiedztwie której niedawno przejeżdżali. Kopalnia węgla brunatnego Hirschfelde w latach 1945-1947 prowadziła wydobycie pod administracją radziecką. W 1947 roku zakład stał się polskim,  pierwotnie jako kopalnia „Graniczna”,  obecnie to  Kopalni Węgla Brunatnego „Turów”. W niewielkiej malowniczej miejscowość Ostritz tuż nad Nysą Łużycką szlak ONR zaprowadził naszych rajzerów do jednego z najstarszych a może i najpiękniejszych niemieckich żeńskich opactw Kloster St. Marienthal. Klasztor założony został na początku XIII wieku przez Kunegundę Hohenstauf żonę ówczesnego króla czeskiego Wacława I. W skład całego kompleksu wchodzą m.in. kościół klasztorny, rokokowa kaplica św. Krzyża, tartak, młyn no i oczywiście browar. Całość otacza malowniczy park krajobrazowy z Ogrodem Roślin Biblijnych. Kompleks po dziś dzień zamieszkiwany jest przez mniszki należące do zakonu cysterek. Pięknym akcentem jest na klasztornym placu pomnik św. Jana Pawła II. Na  Górnych Łużycach blisko południowej granicy miasta Görlitz rowerzyści dotarli nad prawie 1000 hektarowe sztuczne jezioro Berzdorfer See.  Jezioro powstało wskutek celowego zalania nieczynnej kopalni węgla brunatnego Berzdorf wodą z Nysy Łużyckiej. Napełnianie jeziora trwało 11 lat. Jezioro stanowi wspaniałą bazę rekreacyjną, otaczają go także asfaltowe ścieżki przeznaczone dla rowerzystów i osób jeżdżących na rolkach, liczące łącznie 38 km. Metą pierwszego około 130 km etapu był Zgorzelec.  Oprócz zmiany rzeźby terenu kolarze odczuli także zmianę klimatu, co oprócz odczuć termicznych potwierdzały wizualnie pięknie kwitnące migdałowce. Drugi etap ze Zgorzelca do Gubina liczył ponad 140 km. Po pokonaniu kilku pagórków ozłoconych kwitnącym rzepakiem z górującymi na horyzoncie wszechobecnymi elektrowniami wiatrowymi ONR wkroczył w tereny zalesione. Stalowe rumaki naszych rajzerów po pokonaniu paru kilometrów leśnych ostępów wkroczyły do bajecznej krainy  zwanej Kulturinsel. Dziwaczna kraina wywołuje ciekawe odczucia od podziwu do lęku.  Park Przygody mieści się na terenie odkryć archeologicznych. Odkryte tu dziwaczne przedmioty należały do  ludu TURISEDE – przedstawicieli niezwykłej kultury z ich fascynującym światem, tajnymi tunelami, domami na drzewach i innymi zawieszonymi ponad ziemią budowlami. Obecnie park zachwyca dzieci a starszych szokuje np. widokiem samochodów zaparkowanych w koronach drzew pod którymi spaceruje żywa „Kamela” (dromader). W okolicach Rothenburga  eskapada dotarła do byłego radzieckiego lotniska wojskowego. Od 1954 roku stacjonowały tu średnie bombowce typu IL-28, później myśłiwce  MIG-21 . Pozostałości poradzieckiej floty powietrznej można obejrzeć  w Muzeum Lotnictwa  prowadzonym przez Stowarzyszenie Rothenburg eV. W sąsiedztwie pasów startowych lotniska opalały się w słońcu wielohektarowe instalacje fotowoltaiczne.  Nad pasami startowymi roznosił się zapach niespalonej etyliny z charakterystycznym aromatem  oleju do dwusuwów typu MIXOL. To „fanatycy” myśli technicznej rodem z Eisenach ścigali się po pasach startowych swoimi pięknie odpicowanymi „Honekerami” i „Mydelniczkami”. Oprócz dużej liczby Wartburgów dostrzec można było także poważniejsze bolidy w stylu  „Hockenheimringu”. Po obniżeniu poziomu adrenaliny i powrocie do bolesnej rzeczywistości, podróżnicy uświadomili sobie że nie maja silników nawet dwusuwowych, więc dopasowali zwieracze do siodełek i ruszyli w dalszą drogę. Perełką tego etapu okazał się  Park Krajobrazowy Księcia Pücklera znajdujący się na liście Światowego Dziedzictwa Kulturowego i Przyrodniczego UNESCO w Bad Muskau. W skrócie to coś na kształt kompleksu pałacowego w Pszczynie. Trzeci etap Gubin – Cedynia (Piasek) liczył prawie 190km. Rowerzyści opuścili Łużyce a po 20km. dotarli do koryta Odry. Bezmiar wód i rozległość koryta połączonych rzek zachwycił uczestników mieszkających między Brynicą, Małą Panwią a Dramą.  Stare hanzeatyckie miasto Frankfurt nad Odrą czaruje pięknymi zabytkami gotyku ceglanego i znajdującą się na szlaku wyspą  Ziegenwerder (Kozia Kępa, Kozi Ostrów) gdzie  w sąsiedztwie budynku sal wykładowych tzw. Gräfin-Dönhoff-Gebäude Europejskiego Uniwersytetu Viadrina oraz Stadionu Przyjaźni (Stadion der Freundschaft) występują tereny rekreacyjny z dużą ilością zieleni, licznymi alejkami spacerowymi i miejscami do wypoczynku otoczonymi licznymi rzeźbami oraz różnymi instalacjami artystycznymi. Rajzerzy zawitali także do Neuzelle Kloster. Ta urokliwa wizytówka Brandenburgii składa się z wczesnogotyckiego kościoła pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny z przepięknym barokowym wystrojem, zabudowań klasztornych, a także oranżerii. Do opactwa cysterskiego należał również browar (Neuzeller Klosterbräu) znany już od XII w. Obecnie znany jest z ciekawego mętnego lecz jakże smacznego piwa Anti Aging Bier. Dalej w kierunku północnym krajobraz obfituje w małe wsie i miasteczka oraz charakterystyczne nadodrzańskie błonia pełniące rolę terenów zalewowych.  Piękne asfaltowe ścieżki ciągnące się na koronie wałów przeciwpowodziowych pozwalałyby na szybką jazdę gdyby nie wschodni silny wiatr bezczelnie śmigający po nadodrzańskich równinach. Rowerzyści odwiedzają po drodze kilka rowerowych „tankszteli” by poprawić gospodarkę płynową swych organizmów. Z poprawionymi humorami  bez narzekań ostro walczą z podmuchami wiatru pokonując kolejne kilometry ONR-u . Na otaczających koryto Odry łąkach coraz częściej żerują duże stada ptaków. Gęgawy i łabędzie czarnodziobe potwierdzają  właściwy kierunek eskapady: morze coraz bliżej. Przemierzając setki kilometrów wzdłuż Nysy i Odry spotyka się pomniki poświęcone żołnierzom Armii Czerwonej oraz wiele cmentarzy wojennych. Na wyobraźnię działają także pozostałości licznych mostów drogowych i kolejowych sterczących majestatycznie na horyzoncie. To  świadkowie tragicznej historii tych ziem i wielu dramatów ludzi zmierzających do przeciwległych brzegów nie zawsze z własnej woli. Niewątpliwym świadkiem historii  jest także budząca respekt twierdza w Kostrzyniu nad Odrą.  Nieopodal fortyfikacji kolarze posilili się korzystając z możliwości zaoszczędzenia kilku euraków i poprawienia  „Produktu Krajowego Brutto”. Czwarty etap rozpoczął się po  opuszczeniu  urokliwej Leśniczówki w Piasku. Wzdłuż koryta Odry rowerzyści poruszali się  „Doliną Miłości” by dotrzeć do  mostu granicznego w  Krajniku Dolnym. Po polskiej stronie Odry uzupełnili zapasy żywnościowe w złotówkowych sklepach i ruszyli w kierunku Uckermunde. Widoki tego etapu kontrastowały między dziką przyrodą a przemysłem ciężkim. Raz po raz pojawiały się na horyzoncie kompleksy kominowe niemieckich zakładów przemysłowych jak i polskiego  zakładu chemicznego POLICE,  w sąsiedztwie malowniczych wysepek na terenach nadrzecznych z bogatymi trzcinowiskami  obserwowano liczne siedliska ptaków. Etap zakończył się w Bellin nad Zalewem Szczecińskim i liczył ponad 130km. Piąty etap prowadził przez wypoczynkową miejscowość Ueckermunde w kierunku wyspy Uznam. Do przeprawy  promu osobowo-rowerowego nasi podróżnicy dotarli poprzez rezerwat ptaków  pokonując kilka kilometrów grobli pomiędzy miejscami gniazdowania kormoranów, łabędzi, czapli i wielu innych mniej widocznych gatunków ptaków.  Prom rowerowo-osobowy zabiera maksymalnie 6 osób z rowerami do miejscowości  Karnin. Przejazd odbywa się na telefoniczne zamówienie a czas oczekiwania na operatora wynosi około 20 minut. Atrakcją przeprawy jest przejazd koło zabytkowego przęsła podnośnikowego mostu kolejowego  oraz poczęstunek wódka ziołową St. Hubertus. Cena przeprawy  od osoby z rowerem wyniosła 9 EUR. Przeprawa skróciła przejazd o prawie 40km. Mijając malownicze kurortowe miasteczko Usedom  peleton dotarł do granicy  polsko-niemieckiej w Świnoujściu. Smutnym faktem była potrzeba zmniejszenia intensywności nawadniania organizmów właściwymi dla rajzerów płynami aby po przekroczeniu granicy nie stać się w swoim kraju przestępcą drogowym. Nocleg w do domu turysty zakończył etap regeneracyjny liczący ponad 65 km.  Szósty dzień rowerzyści  wyruszyli wcześnie by zdążyć na przeprawę  promową  o 6:20. Po krótkiej kawie na stacji benzynowej rajzerzy ruszyli przez Międzyzdroje na Dziwnów. Po krótkiej sesji fotograficznej przy ruinach kościoła w Trzęsaczu trasa wiodła dalej na wschód przez urocze nadmorskie miejscowości jeszcze jakby nieco ospałe. Okolice Kołobrzegu posiadają przyzwoitą sieć ścieżek rowerowych, co ułatwiało poruszanie się po szlaku R10. Ponad 155 kilometrowym etap zakończył się noclegiem w Łazach blisko morza i brzegów Jeziora Jamno. Siódmy etap prowadził przez urokliwe nadmorskie kurorty Darłowo i Ustkę. Rowerzyści objechali Słowiński Park Narodowy od strony południowej ze względu na nieutwardzone odcinki szlaku R10. Po pokonaniu około 140 km dotarli do urokliwej miejscowości Wrzeście. Rajzerzy nocowali w komfortowym drewnianym domku. Na śniadanie gospodarze ugościli naszych podróżników smaczną świeżą rybką. Miejsce godne polecenia nie tylko rowerzystom. Po krótkim przeglądzie sprzętu eskapada ruszyła w kierunku „Oka Kaszub”. Po zwiedzeniu okolic elektrowni szczytowo pompowej w Żarnowcu, ekipa wzdłuż brzegów Jeziora Żarnowieckiego podążyła w kierunku Władysławowa. Po pokonaniu kilku morenowych  wzgórz przed oczami naszych podróżników objawił się na północy zarys Jastrzębiej Góry. Podążając dalej na wschód piękną rowerową autostradą rowerzyści dotarli do drogi kierującej się na Półwysep Helski. Opuszczając Władysławowo eskapada zatrzymała się na parkingu przy Lidlu aby dokonać drobne zakupy i uzupełnić niedobory energii. 34 km ścieżki rowerowej prowadzącej przez helskie kurorty doprowadziło wyprawę do końcowego  portu. Cel wyprawy osiągnięty, Hel zdobyty. Dumni rajzerzy przeprawili się „tramwajem wodnym” przez Zatokę Pucką do Gdyni. Zgodnie z zaleceniami znaków drogowych w tempie 10km/h ruszyli nadmorskimi promenadami w kierunku Gdańska. Piękna słoneczna pogoda sprowokowała wielu windsurferów do zwodowania swych dech. Pięknie błyszczące w promieniach majowego słońca kolorowe żagielki radowały oczy spacerowiczów i naszych kolarzy. Mijając knajpkę „U Maksyma” w Gdyni rajzerzy pomknęli dalej w poszukiwaniu przygody. Krótki odpoczynek i sesja fotograficzna w okolicach nieco przereklamowanego „Orłowskiego Klifu” i w dalszą drogę.  „Leśni Rajzerzy” przemknęli obok już nieco zatłoczonego sopockiego mola, gdyż nie wpisywali się swoimi strojami w ekskluzywne klimaty gawiedzi prezentującej swe torsy na tle architektury Hotelu Sheraton. Po dotarciu do rogatek Gdańska nastąpiło swoiste pożegnanie z morzem. W opalonych słońcem głowach pojawia się coraz wyraźniej myśl że wszystko co piękne musi się skończyć. Celem rajzerów staje się Bahnhof  Gdańsk Główny. Z biletami kolejowymi w kieszeniach eskapada ruszyła zaliczyć ostatni planowany punkt ekspedycji. Starówka Gdańska czarowała grą światłocieni prowokowanych promieniami zachodzącego  już słońca. Dostojny Neptun z widłami jak wytężony przy sianokosach wielkolud zapraszał do pstryknięcia paru fotek. O 21:30 oszołomieni wrażeniami rowerzyści zaparkowali swe niezawodne stalowe rumaki do wagonu nr 17 pociągu relacji Gdynia – Częstochowa – Zakopane. Tak zakończyli ostatni ponad 155 kilometrowy etap. Po prawie 8 godzinnej podróży sylwetki naszych rowerzystów przemykały już aleją Najświętszej Marii Panny na tle oświetlonej wschodzącym słońcem Jasnej Góry.  Pokonując ostatnie kilometry do podróżników zaczęła docierać świadomość dobrze wykonanego zadania, zadowolenie, radość a może i pytanie gdzie teraz dalej ? Może „Green Velo”. Ludzie nie zawiedli, pogoda słoneczna przez 8 dni, rowery bezawaryjne, żadnych kontuzji czyli Rajza zaliczona na medal. To też bez medali nie wrócili rajzerzy do swych domów. Specjalne podziękowania dla Krzysztofa za przepiękne pamiątkowe medale „Nysa Odra RAJZA 2016” z logiem szlaku ONR.

Na koniec krótka charakterystyka uczestników wyprawy.

Wspaniałą przygodę wspólnie przeżyli:

Lider i organizator wyprawy, prawdziwy wojownik o nieograniczonej kondycji, atakował każdą górkę by zaliczyć każdą gminę. To Krzysztof  na swoim „czerwonym Ferrari” ze stajni AUTHORA;

Bardzo szybki lecz nieco znużony zbyt gładkimi asfaltami, na bezdrożach odzyskiwał wigor lecz AVG obniżały mu „cygaryt pauzy”. To Wojciech na swym powabnym czarnym GIANT Explore;

Wytrawny podróżnik z fotograficznym i literackim umysłem.  Nie pogardzi pięknym krajobrazem ani ciekawa architekturą. To Waldemar  na swoim dostojnym silver trekkingu ze stajni MERIDY;

Preferuje spokojniejsze tempo i nie lubi częstych przerw (chyba że na kawałeczek smacznego  serniczka). To Holdek na Neosie Vampie ze stajni KELLYSA.

 

IMG_20160506_173540

gallery wordpress plugin
Share