Bike Orient Burzenin – odsłona trzecia

 

O tym, że na trzecią edycję rajdu na orientację Bike Orient, pojadę wiedziałem już dużo wcześniej ponieważ rajd jest jednym z moich priorytetów na ten rok. Tylko siły nadprzyrodzone mogły mnie powstrzymać.
15.08 2015 r. to data długo wyczekiwana przeze mnie. Wreszcie jest. Na wyjazd umawiam się z Marcinem, dla którego to też jest ważny wyjazd.
6.15 Marcin melduje się u mnie pod domem, pakujemy mój rower i kierunek jest jeden Burzenin.
Krótko przed 9 jesteśmy na miejscu, pobieramy pakiety startowe, wymiana zdań ze znajomymi i o 9.30 jesteśmy gotowi.
9.45 rozdanie map i szybko staramy się wytyczyć trasę. Tym razem rajd jest specyficzny ponieważ w jego osi przepływa rzeka Warta, która jeszcze łączy się z Widawką i przekroczyć wpław można ją tylko w trzech miejscach o czym informowali organizatorzy. Na pierwszy rzut oka nic mi nie pasuje, nie potrafię wykreślić trasy, serce rwie się do walki, chcę już jechać, ale rozsądek podpowiada, żeby dobrze się zastanowić. W końcu wykreślam tylko część trasy i jadę – nie mogę dłużej czekać. Wyjeżdżam z bramy i STOP – endomondo nie włączone .
Marcin jedzie z kolegą więc ja od początku jadę sam. Wiem że temperatura będzie ekstremalna, jest święto więc sklepy będą zamknięte i nie będzie czasu na szukanie ich i zakupy więc cały zapas wody – 5litrów (przynajmniej do bufetu) wiozę z sobą. Taktyka jest jedna – nie popełnić błędów nawigacyjnych i tego się trzymam przez całą trasę kontrolując każde skrzyżowanie, krzyż, kapliczkę, przystanek itd. Itp.
Pierwszy punkt kontrolny (11) brzeg Warty – docieram bezbłędnie odbijam się i rower na plecy – pierwsza przeprawa przez rzekę (będzie ich w sumie 3 i jedna kąpiel). Dalej jadę w wapiennika. Jadąc sam mając rower bardziej szosowy niż terenowy staram się jechać asfaltami lub utwardzonymi drogami nawet kosztem nadłożonych kilometrów. Kolejne punkty zaliczam też bezbłędnie. W jednym tylko momencie popełniam mały błąd – miał być kościół, a go nie ma – przestrzeliłem. Wracam 300 metrów i jest ok. Punkt 3 to kolejna przeprawa tym razem przez dużo głębszą Widawkę. Woda jest tak ciepła że nie daje żadnej ochłody, a temperatura rośnie. Stąd prosto do punktu 17 i tam kolejna przeprawa. Rzeka wąska, mocno meandrująca, co powoduje że przy jednym brzegu jest bardzo głęboko, przy drugim płytko. Podwijam koszulkę, żeby nie zamoczyć telefonu, ale wody jest powyżej pasa. Dalej przydaje się kompas gdyż tylko łąki, a ja muszę przedostać się przez nie około kilometra na północny wschód. Docieram do asfaltu i gnam co sił do kładki (17). Okazuje się że punkt jest zlokalizowany pod kładką i tu kolejna kąpiel. Do punktu żywieniowego zostało mi jeszcze pięć kontrolnych a zaczyna kończyć się woda. Temperatura zaczyna przeszkadzać, jest gorąco, duszno, na okularach przydałyby się wycieraczki, piję dużo sam upominając się PIJ, PIJ !!! – woda w bidonach jest już gorąca, ale jadę i co ważne nie zwalniam, a nawet mijam kolejnych zawodników. Przez jakiś czas jadę z jakimś kolegą ona ma termometr na liczniku. Temperatura nie schodzi poniżej 37 stopni , a będzie jeszcze cieplej. Do tego dochodzą piaski, których teraz jest coraz więcej. Czasami jadę lasem między drzewami bo drogi są nieprzejezdne (piachu po oś). Dojeżdżam do bufetu, krótka przerwa, uzupełniam wodę, zjadam chyba całego arbuza (jest gorący) i dalej. Dojeżdżam do punktu (4), do którego żeby dotrzeć muszę znowu przez pola iść pchając rower na azymut. Punt ciężki ale odnaleziony. W punkcie 18 (dojazd po piasku) informuję mojego kompana, że jak chce to niech gna za mną, ale ja mam ochotę (nie wiem czy siłę) na 19 punktów, a po głowie chodzi mi nawet komplet. Na asfaltach prędkość przekracza 40 km/h i po zdobyciu 18 punktów podejmuje decyzję że odpuszczam jeden punkt, choć teoretycznie mógłbym zdążyć, ale za duże ryzyko, jakby coś się stało. Jadę do punktu 10 cały czas pod górkę i ostatni kilometr po piachu. Zdobywam punkt i do mety – na całe szczęście z górki. Przed metą jeszcze raz rośnie mi adrenalina bo spotykam kolegi i pytam czy jedzie już do mety. Odpowiada że TAK i ma 19 punktów czyli tyle ile ja. Naciskam na pedały kładę się na lemondce i wyprzedzam go o 23 sekundy.
Jestem na mecie 17:32:50 krytycznie zmęczony, ale szczęśliwy, gdyż wiem że jest to moja „życiówka” na Bike Oriencie, który zawsze jest trudny.
Rozciągam się, idę po pierogi i miła niespodzianka dostajemy zimne piwo bezalkoholowe. Siadam pod płotem i próbuję je zjeść, ale jest mi tak niedobrze, że męczę tą porcje jakieś pół godziny. Idę się myć i wtedy wracają jakieś siły. Ogłaszają wyniki. Jestem na 17 pozycji na 168 zawodników, a tylko 33 osoby przejechały trasę GiGA, co dodaje mi skrzydeł. Miłym akcentem jest jeszcze fakt, że wylosowałem nagrodę (plecak i gadżety).
Na mecie dowiaduję się że Marcin miał defekt i upadek, doznał urazu i z 7 punktami wycofał się w rajdu – szkoda. Ale Marcin wszystko przed nami.
W trakcie trwania wyścigu wypiłem 8 litrów płynów, po zakończeniu piwo bezalkoholowe, wracając 0,5 l coli, dużą kawę i piwo = 9,5 litra i pragnienie miałem jeszcze w niedzielę. Przejechałem 117 km ze średnią około 20km/h.
Podsumowując ciężko ale dobrze. Jeszcze jedna decydująca rozgrywka 10 października w okolicach Pabianic.
Jeszcze nie powiedziałem ostatniego słowa.
Krzysztof Pakuła

  • 11898514_1637820123123313_8454203300317127015_n

  • 11904006_1637845286454130_3034424896315663885_n

  • 11892181_1173545682661626_4991995645374184261_n

  • 11892132_1173549692661225_1300494835838205798_n

  • 11891254_1637822716456387_2660049648383350534_n

  • 11887997_1173546799328181_4227735261745694144_n

  • 11885233_1173545692661625_9003397186264533162_n

  • 11214278_1173546769328184_1807615978528933876_n

  • 11870634_1637822946456364_2385921668508195577_n

  • 11870803_1173549885994539_1050919433820271735_n (1)

  • 11870803_1173549885994539_1050919433820271735_n

  • 11873540_1637822766456382_456983786335835715_n

  • 11880564_1637845383120787_2363390131498878259_n

  • 11880678_1637845279787464_628341997288731157_n

  • 11059789_1637822689789723_7846320071874527852_n

  • 11039866_1637822939789698_1442301139847059790_n

gallery wordpress plugin
Share

Dodaj komentarz