Bajka o rajzie na Jura by Waldemaro

Dawno, dawno temu, gdzieś w księstwie Tarnowitz żyła sobie księżniczka Agnieszka, która pewnego razu zapragnęła zdobyć Żelazko.
– Ja chcę zdobyć Żelazko – zawołała do swojego rycerza Michała.
Michał się zafrapował i powiedział:
– A skąd ja ci kobieto Żelazko zdobędę?
– Ja chcę Żelazko- nie ustępowała Agnieszka.
Widząc, że Agnieszka nie chce odpuścić, Michał zwrócił się o pomoc do woja Krzysztofa z Ciderlandii.
– Coś tam wymyślę – rzekł Krzysztof.
Myślał, myślał i wymyślił.
– Drogi Michale – rzekł – mam pewien plan. Za lasami, za górami, za siedmioma rzekami jest prastara kraina Jurą zwana. Tam znajdziemy Żelazko dla twej białogłowy. Ale wyprawa będzie długa, trudna i żmudna. Musimy prosić o pomoc pozostałych rycerzy klanu Leśnej Rajzy.
Krzysztof wezwał więc rycerzy Leśnej Rajzy, aby w dniu pierwszego sierpnia roku pańskiego dwa tysiące piętnastego stawili się do wyprawy na Żelazko.
Skoro świt, przy dworku Donnersmarcków na wyprawę stawiło się ośmiu wojowników: Bronuś, Holdek, Józef, Krzysztof,  Marcin, Michał, Wojtek i Waldemaro, którzy razem z Agnieszką ruszyli w długą podróż.ADS
Jechaliśmy na swych stalowych rumakach, aż się kurzyło. Po przejechaniu 30 km zatrzymaliśmy się przy zbiorniku Poraj, aby odpocząć, nabrać sił i się posilić.
041 (JURA2015)045 (JURA2015)
Gdy już odpoczęliśmy, ruszyliśmy dalej i wjechaliśmy na ziemie prastarej Jury. Po przejechaniu 5 km w Choroniu przed nami pojawiła się pierwsza góra. Kliku wojowników poderwało swoje rumaki i ruszyli z kopyta zdobywać górę.
052 (JURA2015)
Widoki z tej góry, zaiście były wspaniałe. Z lewej strony widać było Sokole Góry, a w oddali miasto Częstochowa.
KODAK Digital Still Camera
Nasyciwszy oczy pięknymi widokami, poderwaliśmy się do dalszej jazdy. Jechaliśmy to w górę, to w dół, aż minąwszy Piekło dotarliśmy do Pustyni Siedleckiej, gdzie napotkaliśmy tubylca w stroju “wizytowym”, któremu bardzo spodobała się Agnieszka. Tubylec widząc, że Agnieszka odporna jest na jego zaloty, zrezygnowany rzekł:
– Dajcie dwa złote na wino.

I519
059 (JURA2015)Z pustyni grupa poszukiwaczy minęła górę Dupka i skierowała swe wierzchowce do Kamieniołomu Warszawskiego, na którym Agnieszka zbudowała małą kamienną wieżę.
KODAK Digital Still Camera
KODAK Digital Still CameraJako, że powoli głód zaczął doskwierać wszyscy ruszyliśmy dalej i dojechaliśmy do Bramy Twardowskiego.
K
Mijając źródła Zygmunta, gdzie wojownicy uzupełnili zapasy wody, po przejechaniu 60 km wszyscy udali się na obiad. Szczęśliwie, w Złotym Potoku odbywało się Święto Pstrąga. Więc wszyscy rzucili się do pałaszowania przepysznych pstrągów, jedynie Waldemaro zajadał się “węgorzami” Emotikon wink
080 (JURA2015)

 

078 (JURA2015)Zaspokoiwszy głód, cała grupa z nowymi siłami ruszyła w dalszą drogę, robiąc krótką przerwę na spenetrowanie jaskini Ostrężnik.
095 (JURA2015)
Dalej, pięknym asfaltowym traktem dojechaliśmy do pustelni w Czatachowej.
KODAK Digital Still Camera
Po ujechaniu 90 km dotarliśmy do zamku w Mirowie…
KODAK Digital Still Camera
… a następnie do zamku w Bobolicach.
115 (JURA2015)
Słońce powoli zbliżało się do horyzontu, cienie na drodze się wydłużały, więc po uzupełnieniu zapasów jedzenia i picia w Kroczycach żwawo daliśmy z kopyta i ruszyliśmy dalej.
Po pokonaniu długiego i ciężkiego podjazdu do Mokrusa, na chwilę stanęliśmy na jego szczycie, żeby złapać oddech i nacieszyć się pięknym krajobrazem.
I560
Droga była trudna, raz w górę, raz w dół, w górę i znowu w dół. Jadąc to z górki, to pod górkę minęliśmy Giebło i nagle:
– Ku…wa!!! – wrzasnął Bronuś widząc kolejny długi podjazd.
Wreszcie dojechaliśmy do Podzamcza z majestatycznymi ruinami zamku Ogrodzieniec.

Zostawiwszy zamek za sobą, dalej mozolnie pokonywaliśmy kolejne podjazdy marząc, aby każdy z nich był już ostatnim.
Wreszcie po 120 km:
– Jeeest, jeeest, jeeest!!! Jest Żelazko, zdobyliśmy Żelazko!!!
Radośni i szczęśliwi siedliśmy przy ognisku jedząc pieczone kiełbaski, pijąc zimne piwo i opowiadając najlepsze wice.
AAA
Następnego dnia przyszedł czas wracać do domu. Mijając Śrubarnię dotarliśmy do Rokitna Szlacheckiego, gdzie zaczepił nas ksiądz proboszcz i zaprosił nas na poczęstunek.
119 (JURA2015)
Dalej, jadąc przez lasy i opędzając się od rojów wielkich much końskich dojechaliśmy do zamku biskupów w Siewierzu.
I4444
W końcu nastał czas rozstania. Na siewierskim rynku grupa postanowiła się rozdzielić i małymi grupkami ruszyliśmy do swoich domów.
The end 😀

Share

One Comment

  1. A księżniczka z rycerzem jeszcze długo i szczęśliwie jeździli na rowerach.

Dodaj komentarz