10 lipca o 11:46

Wiślana Trasa Rowerowa etap Wisła Kraków

Ten wyjazd był zaplanowany w tegorocznym kalendarzu na wakacje. Chciałem bardzo zrealizować ten wyjazd i kilkanaście dni wcześniej rzuciłem hasło w Stowarzyszeniu czy jest ktoś chętny. Brak odzewu spowodował, że zacząłem realizować swój plan sam.
Nadarzyła się okazja w weekend 4-5 lipca, kiedy to w sobotę zawiozłem rodzinę do Wisły na letni wypoczynek oczywiście zabierając swój rower. W niedziele o godzinie 4.50 byłem gotowy do drogi. Wyruszyłem tak wcześnie ze względu na panujące w ten weekend ekstremalne upały.

Przebieg trasy wcześniej prześledziłem w Internecie, wydrukowałem mapy i jadę. Rano chłodno, rześko – od razu się obudziłem.
Trasa od początku biegnie prawym lub lewym brzegiem rzeki praktycznie wzdłuż niej i nie sprawia większych kłopotów z nawigacją. Nawierzchnia raczej z kostki brukowej (deptaki), asfalt i szuter.
Oznakowanie mało czytelne (chyba nie odnawiane od 2008 roku – kiedy wytyczono szlak), ale wiem gdzie jechać i skupiam się na podziwianiu widoków oddalających się gór.
Sielanka kończy się w Drogomyślu, gdzie szlak gwałtownie skręca w prawo i opuszcza wał Wisły biegnąc lokalnymi drogami. Znaków na drodze coraz mniej i moja wyprawa zaczyna przypominać rajd na orientację. Bez większych problemów docieram do zapory w Goczałkowicach. Robi się coraz cieplej. Od tego momentu oznakowanie praktycznie znika, przebijam się przez zarośnięte wały, hałdy kopalni Silesia, tereny przemysłowe. W Brzeszczu na wałach jest taka trawa, że jazda rowerem jest prawie niemożliwa. Walczę dalej bo przecież jadę Wiślaną Trasą Rowerową – wielkim projektem, który miał połączyć Góry z morzem. Walczę do Oświęcimia. Tam podejmuje decyzję, że nie szukam więcej tej trasy i nie walczę na wałach z trawą, bo po pierwsze upał staje się dokuczliwy, a czas płynie szybciej niż Wisła i mogę nie zdążyć na pociąg 16.25 z Krakowa. Wybieram lokalne drogi ciągnące się w pobliżu Wisły od czasu do czasu wjeżdżając na wały i oglądając czy trasa jest czy nie. Miło zaskoczony jestem w okolicach Krakowa, gdzie zostały oddane nowo wyremontowane wały przeciwpowodziowe, z super nawierzchnią, tylko o małym szczególe zapomniano. Zapomniano o oznakowaniu, tablicach, informacjach, że taki szlak tu był, jest i będzie lub nie.
Lokalnymi drogami jadę dosyć szybko i oczywiście jadąc sam – za szybko. Nie odczuwam upału w trakcie jazdy, ale zatrzymując się zaczynam się gotować. Zdaję sobie sprawę, że dojazd do Krakowa będzie mnie kosztował więcej wysiłku niż zakładałem.

Do Krakowa docieram około 15.00, robię kilka fotek przy Wawelu, przy Wiśle i jadę na Rynek. Na Rynku strażacy rozłożyli kurtyny wodne dla ludzi, żeby się schłodzili. Wjeżdżam w taka kurtynę i jeżdżę wokół niej ciesząc się jak dziecko. Po schłodzeniu jadę na dworzec i dobrze że przyjechałem wcześniej bo znalezienie kas, zakup biletu i dostanie się na peron w Galerii Krakowskie zajmuje mi ponad pół godziny. 16.25 podjeżdża Elf i jedziemy do Katowic.
Pociąg klimatyzowany, z nieograniczoną ilością przewozu rowerów. Wchodzi 14 osób z rowerami, a haki na rowery 4 (słownie: cztery). Następny pociąg 19.15 (TLK Bryza ma ograniczony przewóz rowerów) – także nie wiem może wożą tylko siodełka ).
Po dotarciu do Katowic 18.25 pociąg do Radzionkowa mam o 20.30. krótki namysł i decyzja jest jedna.

O 20.00 siedzę na tarasie w domu i od razu duszkiem wypijam dwa piwa.

Jadą z Katowic poznaje rowerzystę Łukasza, z Katowic, który zwiedza Polskę i Europę na rowerze. Wymieniamy się doświadczeniami opowieściami, przygodami, a najważniejsze telefonami.

Podsumowując: przejechałem 205 km zaliczając 18 nowych gmin. Wypiłem 9 litrów płynów w trakcie jazdy, co daje mi niezłe spalanie około 4,5 litra/100 km. Zjadłem mało bo nie chciało się jeść, a co przeżyłem i widziałem to moje.

Wyprawę zaliczam do udanych, choć zostaje niesmak Wiślanej Trasy Rowerowej. Za rok jadę do Niemiec trasą Nysa – Odra i będę miał porównanie, choć wynik chyba jest przesądzony.

Krzychu

Share