Hiddensee Insel – Perła Bałtyku

Moje rowerowanie na Hiddensee Insel planowałem już od paru lat.
Z tą najmniej znaną wyspą na Bałtyku zetknąłem się w czasie fascynacji postacią śląskiego noblisty, pisarza Gerharta Hauptmanna.Odwiedzając jego dom w Jagniątkowie na Dolnym Śląsku dowiedziałem się że posiadał domek letniskowy na tej niezwykłej bałtyckiej wyspie. To tam w ciszy i kontakcie z naturą całe lata spędzał tworząc wiele swoich dzieł. Tam też wraz z małżonką Margarete osiąnął spokój wieczny. Na Hiddensee został pochowany w 1946 roku. Zgodnie ze jego życzeniem pochowano go przed wschodem słońca, we franciszkańskim habicie, ze swym utworem Der große Traum pod głową. Przysypano go ziemią z jego Jagniątkowskiej rezydencji. Noblista spoczywa na wiejskim cmentarzu w Kloster na wyspie zwanej także królestwem rokitnika.

Z internetu dowiedziałem się że, najlepiej zwiedzanie wyspy zaplanować z Rugii. Po analizie ofert booking.com zaplanowałem pobyt na Rugii w małej spokojnej miejscowaości Lohme. Z Lohme wystartowałem o 6:00 rezygnując z śniadania w Am Ostseegarten ( http://www.hotel-r.net/de/am-ostseegarten ).  Jadąc w kierunku zachodnim w malowniczym miasteczku Glowe zrobiłem parę zdjęć wschodzącego słońca.

Dalej podążając mierzeją dotarłem do portu Breege. Po około dwóch godzinach rannego pedałowania dotarłem do pierwszej przeprawy promowej  Wittower fahre w Wjek.

Uboższy o ok. 5 EUR kręciłem dalej do Schaprode by załapać się na w miarę wczesny prom do jednej z trzech bajkowych miejscowości na Hiddensee. Zakupiłem bilet na rejs do Vitte na 9:30. Bilet tam i z powrotem zawierał opłatę za rower oraz kurkartę i kosztował ok. 25 EUR.

Prom ruszył majestatycznie oddalając się od nabrzeża. W oświetlonych porannym słońcem falach  bieliły się białe domki w widocznej na Hiddensee mieścinie  Neudorff. Za rufą promu tracił się pomału widok kościelnej wieży z Schaprode.

Po kilkudziesięciu minutach dobiliśmy  do portu Vitte. Widok portu a w zasadzie porciku zrobił na mnie niezwykłe wrażenie. Nie którzy mówią że wizyta na Hiddensee to telepotracja w czasie i przestrzeni. Wyspa przywitała mnie miarowym stukotem końskich kopyt o wybrukowane nabrzeże. To po turystów podjeżdżały konne „autobusy” z pałąkowatymi  przykryciami. Nie wszyscy wiedzą że osobliwością wyspy jest brak na niej ruchu samochodowego. Mieszkańcy i turyści poruszać mogą się tu wyłącznie pieszo, konno lub rowerem. Dla tego porządku na wyspie pilnuje jeden policmajster. Przez moment poczułem się jak w krainie Amiszów. Wrażeń dopełniły  widoki krytych trzciną bajkowych domków.

Trzeba przyznać że ten błogi archaiczny nastrój zburzyło mi kilka elektrobików które wyprzedziły mnie na trudnych podjazdach pod latarnię morską Leuchtturm Dornbusch. Latarnia morska położona jest na wzgórzu o wysokości 72 m n.p.m. Z Galerii wieży rozpościerał się wspaniały widok na cała wyspę i otwarty Bałtyk.

Zjeżdżając z latarni dotarłem do punktu widokowego – ulubionego miejsca turystów jak również mieszkańców. W jednej z trzech miejscowości na wyspie, Kloster odnalazłem kościółek z cmentarzem. Tam odnalazłem grób Gerharta oraz zwiedziłem kościół. Posnułem się jeszcze chwilę pośród grobów zacnych pensjonariuszy tego świętego przybytku medytując o aspektach wieczności i przemijania.

Wybrukowanymi wąskimi uliczkami prowadzącymi pośród malowniczych domków i pensjonatów dotarłem do zachodniej krawędzi wyspy. Na odcinku ponad 10 km znajduje się tu piękna piaszczysta plaża. Chęć zaślubin z morzem odebrał mi widok golasów bez krępacji korzystających z kąpieli morskiej oraz słonecznej.  Były to osobniki raczej heteroseksualne w wieku ok. 70+, roczniki atrakcyjniejsze były jednak odziane…

Po skierowaniu się na południe, przemierzałem tereny licznych pastwisk na których spotykałem liczne porykujące bydło, biegające i rżące konie oraz skubające resztki zielonej trawy czarnogłowe owieczki i oczywiście rogate barany.

Po zwiedzeniu miasteczka Neudorff, zmagając się z silnymi podmuchami wiatru wróciłem do portu Vitte.

 

Słoneczna pogoda właśnie się kończyła. Prognoza pogody zapowiadała załamanie się pogody po godz. 15:00. Kolorowe domki z licznymi flagami na masztach pięknie kontrastowały z ciemnogranatowymi chmurami zaciągającymi horyzont.

Oczekując na prom powrotny usiadłem na ławeczce na przeciw parkingu wózków dwukołowych. Widok tych wózków dziwi przybyszów.  Wózki te są bardzo popularnym środkiem transportu bagaży, a ciągnięte rowerem nadają się świetnie do transportu np. paru skrzynek piwa.

Na wyspie zakupiłem dwie puszki piwa oraz 1,5 l. wodę mineralną. Piwo 72 c. a woda 68 c.

 

W wyniku gwałtowniejszego załamania pogody niż prognozowano zrezygnowałem z zapłaconego rejsu powrotnego do Schaprode i prawie 50 km powrotnego kręcenia do hotelu. W wyniku pozytywnych negocjacji z obsługą promu  Vitte – Breege, wprowadziłem mojego połykacza kilometrów na pokład promu. W czasie ponad 20 km rejsu na wodzie był prawdziwy „Sajgon”. Po wyjściu na ląd zostało mi do pokonania ponad 20 km w deszczu. Zachodni wiatr pomagał mi utrzymywać właściwe tempo. Po godzinie 17:00 dotarłem do hotelu z głową pełną wrażeń, jednak byłem trochę  zziębnięty. Po ciepłym prysznicu i uzupełnieniu elektrolitów pamiątką z Hiddensee kupioną za 72 c. przystąpiłem do sortowania zdjęć. Ekspedycja na wyspę konika morskiego „Hiddensee 2018” dobiegła szczęśliwie do końca. Zapraszam wszystkich rowerzystów i nie tylko do odwiedzenia tego unikatowego zakątka gdzie czas płynie znacznie wolniej niż na lądzie stałym. Rower na wyspie można wypożyczyć już od 5 EUR. i cieszyć się wspaniałymi przeżyciami.

No i odmówcie „Wieczny odpoczynek” nad grobem mistrza Gerharta…

PRZEBIEG TRASY MAPA

Podgląd trasy w 3D

Zdjęcia, promy

gallery wordpress plugin

Dodaj komentarz

Share